Ciekawa prelekcja

Witam przedświątecznie.
Proponuję na chwilę odłożyć przygotowania do świąt i dla odmiany przenieść się na inny kontynent.
W dniu 20 grudnia / czwartek / o godzinie 18-tej znana bielska przewodniczka Małgorzata Kancler przedstawi porywającą prelekcję „Peru – kraj kolorów i uśmiechniętych ludzi „.
Miejsce spotkania  to nowo otwarty klub „Karpatek ” na jednostce C Osiedla Karpackiego przy ul. Matusiaka 3. W miejscu tym był kiedyś sklep Lewiatan. Wejście do klubu od tyłu budynku.
Zapraszam serdecznie – Teresa

 

 

Wycieczka na Magurkę w dniu 13 listopada 2018 r.

 Mimo późnej jesieni aura nadal przypominała lato. Autobusem dojechaliśmy do Wilkowic Górnych skąd wiedzie droga asfaltowa na Magurkę. Podejście niezbyt długie, łagodne. Na drzewach ostatnie złote liście, znakomita okazja do spokojnych rozmów. W takim nastroju dotarliśmy do schroniska. Część z nas poszła do schroniska, reszta pozostała na zewnątrz, słońce grzało, było wspaniale.
Po dłuższym odpoczynku / nie zabrakło oczywiście tradycyjnego Kornelowego „barszczyku” / wyszliśmy na szlak. Nartostradą zeszliśmy do przełęczy Przegibek. Koło „Gawry” kolejny przystanek na kawę. Z Przegibka część z nas schodziła do Straconki, trzy osoby ambitnie poszły na Gaiki.
Wycieczka ta nie była może przejściem ekstremalnym ale takie też są potrzebne aby po prostu sobie porozmawiać i pokontemplować przyrodę.

Wycieczka do Jaworza Nałęża 6.11.2018 r.

             Lato się skończyło? Ależ to nieprawda. Bo właśnie w ubiegły wtorek mieliśmy wspaniałą letnią pogodę. W Jaworzu Nałężu z autobusu wysiadło aż 26 osób. Zanim wyruszyliśmy na szlak Witek zaproponował nam obejrzenie lokalnej ciekawostki – miejsca gdzie w XIX wieku funkcjonowała huta szkła. W niezwykle prymitywnych warunkach szkło pozyskiwano z kamieni piaskowcowych używając do opalania miejscowego drewna. Humory znakomite, idziemy dalej w głąb doliny potoku Jasionka, po drodze mijamy miejsce do morsowania. Po ok. półgodzinnym marszu zaczynamy dość stromo podchodzić pod górę. Pojawia się coraz więcej słońca i złocistych liści. Pierwszy postój wykorzystujemy na częstowanie się „barszczykiem” Kornela, odpoczynek i zrobienie zdjęcia z banerem. Ruszamy tzw. Biegiem Ondraszka, który stanowi płaj góry Bucznik oddzielającej Jaworze Nałęże od Jaworza Górnego. Trasa przepiękna, słonce grzeje mocno, bezlistne buki rzucają długie cienie. Kiedyś trasa ta była wykorzystywana przez biegaczy narciarskich, obecnie, przy braku śniegu w zimie, zatraciła swój narciarski charakter. Wkrótce zaczynamy schodzić do Jaworza Górnego, ogrania nas cień doliny i już nie jest tak ciepło. Zaczynają pojawiać się zabudowania i niebawem dochodzimy do drogi prowadzącej do hotelu „Jawor”. Za kilkanaście minut mamy autobus a na następnym przystanku dosiadają trzy zgubione „owieczki”. Postanawiamy, że sezonu jeszcze nie kończymy i już umawiamy się na przyszły wtorek.

Wycieczka na Rysiankę w dniach 16-17 października 2018 r.

      To była ostatnia z naszych tegorocznych dwudniówek. Z Bielska wyjechaliśmy pociągiem aby w Żywcu przesiąść się na autobus.      Pogoda zapowiadała się wspaniała, grzało słońce a my umilaliśmy sobie czas oczekiwania na autobus raczeniem się wyjątkowo tanią i jednocześnie dobrą  kawą w dworcowej kawiarni. Gościnnie dołączyli do nas Celina i Andrzej, którzy jeszcze tego samego dnia musieli wrócić z powrotem.  Autobus zawiózł nas do Żabicy Skałki mimo tego, że po drodze był budowany most. Były związane z tym pewne emocje czy aby most wytrzyma…
Początkowo trasa wiodła błotnistą doliną ale przy podejściu na Słowiankę już było w porządku. I znów jesteśmy w Beskidzie Żywieckim. Widoki, spokój w przyrodzie, ostatnie akordy jesieni. Na Słowiance znajduje się kultowe schronisko, niegdyś stacja turystyczna. Miejsce piękne i tutaj zrobiliśmy sobie długą przerwę  konsumpcyjną połączoną z sesją fotograficzną . Pełni zapału wyruszyliśmy w dalszą drogą. Po przejściu rozległej hali Kupczakówki szlak rozdwajał się . Większość uczestników ruszyła zdobywać Romankę a trzy panie powzięły  zamiar iść  jej trawersem. Droga okazała się niezwykle widokowa i niezbyt trudna ale jakże pozory mogą zmylić!  W pewnym momencie pojawiły się skały a na nich poręcze łańcuchowe! Niech zdjęcia udowodnią jak koleżanki sobie z nimi poradziły.  Grupa szturmowa zaś zdobyła Romankę. Po drodze spotkali wiatrołomy, które nie były łatwe do sforsowania. Sam szczyt Romanki był zarośnięty i niestety nie było z niego widać otaczających  gór. Pełni wrażeń spotkaliśmy się na przełęczy Pawlusiej, skąd niedaleko już było do schroniska na Rysiance. Wieczorową porą masywy Pilska i Babiej Góry wyglądały imponująco. Gospodarze schroniska przyjęli  nas bardzo ciepło i życzliwie. Po rozlokowaniu się w pokojach spotkaliśmy się w jadalni. I wtedy się okazało, że Irenka ma niezły głos a przede wszystkim ogromną werwę. Dzięki niej spędziliśmy wspaniały śpiewający wieczór.
Następny dzień obudził się mglisty  i dość ciepły.  Przed nami niezbyt długa droga więc pozwalaliśmy sobie na częste odpoczynki gdyż trasa była bardzo malownicza. Najpierw zajrzeliśmy do schroniska na Hali Lipowskiej gdzie było również przytulnie i klimatycznie. Te dwa schroniska stały się już legendą. Na hali Redykalnej mieliśmy już przed sobą większość  Beskidu Żywieckiego  – z grupą Rycerzowej i  Raczy  na czele. Rozległą kopułę Pilska zostawiliśmy po lewej stronie. Rozpoczęliśmy więc zejście do Rajczy przez osiedle Zapolanka.
Ostatni nasz  odpoczynek zrobiliśmy obok chatki studenckiej na Zagroniu.  Chatki po sezonie są niestety zamknięte ale przynajmniej można było tam posiedzieć i powspominać dawne studenckie czasy.  Czas na powrót. Stromym szlakiem zeszliśmy w dolinę  Nickuliny i po dwóch mniej więcej kilometrach zakończyliśmy nasza wycieczkę.
Za nami dziesiątki przedeptanych kilometrów, wiele pięknych widoków, wspaniałych relacji, mnóstwo wesołych sytuacji i refleksja, która dodaje nam, organizatorom skrzydeł.
Dla grupy tak wspaniałych turystów naprawdę warto organizować te wyprawy. Nasze więzi umacniają się z wycieczki na wycieczkę, coraz lepiej też poznajemy góry.
Do zobaczenia zatem na szlaku na kolejnych wycieczkach ! 
 

Wycieczka na Raczę w dniach 25-26 września 2018 r.

  Seniorzy jak zwykle niezawodni. Wczesnym rankiem pojechaliśmy pociągiem do Żywca a później autobusem zastępczym do Zwardonia. Mimo nieszczególnej pogody dwanaście osób wyruszyło na szlak wiodący w kierunku Wielkiej Raczy. Po ok. trzech kwadransach dotarliśmy do schroniska pod Skalanką, gdzie dołączyła do na nas Irena. Miejsce to znane nam z ubiegłorocznego pobytu urzeka klimatem i gościnnością. Pan Stanisław uraczył nas ciekawymi opowieściami a jego małżonka zaparzyła wyborną kawę. Po dłuższym wypoczynku rozpoczęliśmy dalszą wędrówkę. Kilka minut od schroniska znajduje się chatka studencka na Skalance. I tutaj zostaliśmy zaproszeni do środka i oprowadzeni po obiekcie. Właśnie w chatce znajdowali się studenci z zagranicy, którzy uczestniczyli w programie Erasmus. Tym razem już zdecydowanie powędrowaliśmy w kierunku celu naszej wycieczki. Malowniczy szlak prowadził cały czas wzdłuż granicy ze Słowacją, niektórzy z nostalgią wspominali wyskakujących z krzaków wopistów no i te emocje jak ktoś przekroczył granicę chociażby metr od słupka.
                     Pogoda była przedziwna, deszcz, który padał kilka chwil, więc wszyscy sięgają do plecaków po peleryny, za chwilę już po deszczu, błyszczy oślepiające słońce, nad doliną Rycerki ukazuje się tęcza, nagle zaczyna sypać śnieg a przy końcowym podejściu do schroniska tajemnicze mgły. Wreszcie docieramy do schroniska pod Wielką Raczą. I tu zdziwienie – obiekt w remoncie. Ale czynny, na szczęście. Jak to zwykle bywa po przyjściu na nocleg nikt się nie spieszy z rozpakowywaniem, wielkie powodzenie ma piwo. W końcu jednak zainstalowaliśmy się w pokojach – czystych i wyposażonych w łazienki a potem spotkaliśmy w jadalni na miłym  wieczorze. To są urocze chwile. Jesteśmy już zgraną grupą i czas upływa nam bardzo ciekawie i wesoło. W naszym gronie powitaliśmy Leszka, który występuje w zespole „Lipowianie” . Wniósł on dodatkową energię do naszej paczki.
                   Ranek przyniósł nam piękną, słoneczną choć nieco mroźną pogodę. Jadzia pierwsza wymknęła się ze schroniska aby obserwować wschód słońca. Wokół morze mgieł, z których wystawały szczyty gór, ten widok dosłownie zapierał nam dech w piersiach. Powoli mgły zaczęły opadać a my wyruszyliśmy w kierunku Przełęczy Przegibek  idąc tzw. Workiem Raczańskim.  W końcu schronisko na Raczy stało się maleńkim punkcikiem a my dotarliśmy do kolejnego, bardzo klimatycznego, na Przegibku. Jego gospodyni, pani Ania oferowała nam naleśniki z dżemem borówkowym – przed chwilą smażone, jak zapewniała. Część uczestników wyskoczyła jeszcze na Będoszkę, znaną nam już z ubiegłego roku i nastał czas zejścia w dolinę. Podróż powrotną mieliśmy znakomitą, autobus / na wyłączność bo po drodze nikt nie dosiadł / dowiózł nas do Żywca gdzie w ostatniej chwili wskoczyliśmy do pociągu.
                     Przyszłe lata będą dla organizatorów niełatwe bo niewiele już zostało schronisk gdzie nie byliśmy, prosimy więc uczestników grupy turystycznej o sypnięcie pomysłami.    

                                                                                

Wycieczka na odpust w Hrczawie w dniu 5 lipca 2018 r.

Uczestnicy dawno zapowiadanej wycieczki w rejon gdzie spotykają się trzy granice: Polski, Czech i Słowacji wyruszyli z Jaworzynki w kierunku Tzw. Trójstyku. Dzień był pogodny, okolica malownicza. Przy granicy zrobiliśmy pierwszy postój i tradycyjne zdjęcie z banerami – PTT i Akademii Seniora. Do  Hrczawy usytuowanej na terenie Republiki Czeskiej szliśmy dwa kilometry  wygodną drogą wśród nagrzanych letnich łąk. Robiło się coraz goręcej, w miarę jak zbliżaliśmy się do miejsca odpustu spotykaliśmy coraz więcej uczestników tej uroczystości. Przez kilka chwil szliśmy z grupą pań z Żyliny co od razu zaowocowało serdecznymi rozmowami a nawet wymianą kontaktów. Niewielka, pięknie położona w terenie górskim  miejscowość przyciągała uwagę kolorowymi kramami i mnogością małych  bufetów tzw. wyczapów. Część grupy skierowała się do kościółka św. Cyryla i Metodego aby uczestniczyć w mszy świętej. Inicjatorem budowy tej świątyni był ksiądz Józef Handzlik, który od początku XX-go wieku do roku 1927 był proboszczem parafii katolickiej w Jaworzu koło Bielska a potem został przeniesiony do Jabłonkowa. Podczas jego kadencji przed II-gą wojną światową został wybudowany kościółek św. Anny na Kozubowej / byliśmy tam na odpuście w  2016 r./ a także z jego inicjatywy powstał  kościół filialny w Bukowcu i nowa plebania w Jabłonkowie.

             Pozostali uczestnicy wycieczki szukali miejsca w cieniu aby ochłodzić się wybornym czeskim piwem. Po zakończeniu mszy wszyscy wyruszyliśmy na szlak na pobliską Girową. W trakcie przejścia Witek opowiedział nam o skomplikowanej historii tutejszego  pogranicza polsko-czesko-węgierskiego. Trzeba wspomnieć, że dzień odpustu był pierwszym z czterech wolnych dni dla naszych sąsiadów Czechów i Słowaków toteż zewsząd zjeżdżały się i schodziły nieprzebrane tłumy. Droga była niedługa i bardzo piękna, z widokami na nasz Beskid Śląski i Żywiecki a także na słowacką Małą Fatrę. W schronisku uraczyliśmy się bryndzowymi haluszkami z kiszoną kapustą a także zupą czosnkową. Kilka osób wspięło się na szczyt Girowej aby jednak stwierdzić, że zarośnięty wierzchołek nie zaoferował szczególnych widoków.

                Z konieczności  wróciliśmy tą samą drogą nie dochodząc jednak do Hrczawy. Zeszliśmy do kościoła w Jaworzynce w pobliżu którego oczekiwał na nas autobus. Towarzyszyło nam palące słońce i rozległe widoki na okoliczne góry. Wszyscy byli już porządnie zmęczeni ale stwierdzili, że wycieczka należała do bardzo udanych.

Wycieczka na Babią Górę w dniach 19-20 czerwca 2018 r.

W piękny, słoneczny poranek wyruszyliśmy z Bielska busem Biura Podróży  „Ondraszek” prowadzonym przez pana Andrzeja na naszą kolejną wycieczkę. Jechaliśmy skrótem przez Słowację i już z daleka widzieliśmy Królową Gór, którą zamierzaliśmy zdobyć. Dotarliśmy do Przywarówki, która jest częścią orawskiej wsi Lipnica Wielka i po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy na trasę. Prowadził nas szlak zielony, najpierw stromo przez las, później wśród gęstej kosodrzewiny. Droga była kamienista, przecinały ją liczne potoki spływające ze zboczy. Partie szczytowe porastały krzaki borówek oraz ciekawe niespotykane w innych partiach gór kolorowe kwiaty. Pod samym szczytem zwanym Diablakiem mieliśmy okazję zobaczyć ruiny schroniska Beskidenverein- niemieckiej organizacji, która wystawiła ten obiekt w roku 1905. Schronisko po wojnie spłonęło a w roku 1979 ostatecznie zostało rozebrane. Pogoda na Babiej Górze rzadko bywa przyjazna dla turysty, my trafiliśmy na rześki chłód, widoczność była nie najlepsza. Po krótkim konsumpcyjnym odpoczynku rozpoczęliśmy schodzenie znane nam już z ubiegłorocznej wycieczki. A więc najpierw musieliśmy sforsować zarzucony głazami Grzbiet Pośredni by dostać się na wąską drogę wiodącą wzdłuż kosówki. Przez przełęcz Bronę oddzielającą Diablak od Cyla / Małej Babiej Góry / zeszliśmy do schroniska na Markowych Szczawinach. W sumie przejście tego odcinka zajęło nam 5 godzin. Nowe schronisko zostało postawione w miejscu starego w roku 2009, niespełna trzy lata po setnej rocznicy budowy pierwotnego obiektu, którego pomysłodawcą i mecenasem był Hugo Zapałowicz – postać niezwykle zasłużona dla turystyki i nauki polskiej. Zostaliśmy bardzo sprawnie obsłużeni  przez personel schroniska i po rozlokowaniu się w pokojach zasiedliśmy na ławach przed budynkiem aby wieczorową porą porozmawiać i pośpiewać turystyczne piosenki. Dla kibiców został rozciągnięty ekran na którym  mogli obejrzeć transmisję z meczu piłkarskiego. Ranek wstał słoneczny i po koniecznych przygotowaniach do wymarszu odwiedziliśmy jeszcze małe ale bardzo ciekawe Muzeum Turystyki Górskiej. W nim eksponaty z dawnych wypraw – stare narty, karple, plecaki i cennik z początkowych lat działalności, który m.in. informował, że wstęp do schroniska z użyciem łóżka /!/ wynosi 1 koronę austriacką. Zejście z Markowych Szczawin do Zawoi wymagało od nas szczególnej uwagi gdyż było bardzo strome. Za to sama wieś – najdłuższa w Polsce zachwyciła nas zadbanymi gospodarstwami i wieloma pensjonatami. Zwiedziliśmy niewielki skansen im. Józefa Żaka i z Zawoi Markowa przeszliśmy do Zawoi Składy gdzie czekał na nas pan kierowca. Przejechaliśmy na przełęcz Przysłop oddzielającą Zawoję od Stryszawy i wąską drogą wspięliśmy się w okolice osiedla Surzyny gdzie znajduje się hotel „Beskidzki Raj” obok zaś pięciopiętrowa wieża widokowa. I tu czekała nas niespodzianka. Kolega Paweł z okazji swojego 65-go wejścia na Babią Górę zafundował nam wyśmienity sernik z dumnym napisem. Spożyliśmy go na tarasie hotelu upajając się ciszą i urokiem tego miejsca. Jeszcze tylko sforsowanie licznych schodów wieży, nacieszenie się pięknymi widokami na góry i wyruszyliśmy w drogę powrotną krętymi drogami Żywiecczyzny. Pan Andrzej zainicjował śpiewy turystyczno-biesiadne i tak w wesołym nastroju powróciliśmy do domu. Była to bardzo udana wycieczka, druga z czterech dwudniówek planowanych na ten sezon.

 

Okolice Przyłękowa – wycieczka 5 czerwca 2018 r.

 

Trasa wycieczki – Trzebinia koło Żywca – Tokarka – Jastrzębica –  sanktuarium w Przyłękowie  – Komarnik – Świnna.

Nasi seniorzy z Akademii Seniora i O/PTT w Bielsku-Białej absolutnie nie powinni narzekać na nudę! Wystarczy zajrzeć do Kroniki, przeczytać i zobaczyć, jak aktywnie i zdrowo spędzają oni wolny wtorkowy czas dzięki staraniom i zachętom Teresy i Witka. Za to wszystko pięknie Wam dziękujemy!

A teraz powróćmy na turystyczny beskidzki szlak. Piętnastoosobowa grupa seniorów z przewodnikiem Witkiem Kubikiem wyruszyła żwawo z Trzebinii Dolnej niebieskim szlakiem turystycznym w kierunku Jastrzębicy. Dzień zapowiadał się gorący, dlatego też cieszyło nas to, że wędrowaliśmy szlakiem w cieniu, lasem, a widoki odsłaniały się  co jakiś czas dając uciechę naszym oczom.

Grupa turystów – seniorów była dobrze rozchodzona po górach, nikt nie miał okazji zagubić się gdzieś po drodze, ani tym bardziej nikt na coś tam nie narzekał. W tej grupie wszystko grało! Szliśmy tempem lekko spacerowym dostosowanym do tempa najwolniej idącego turysty, a na końcu szedł turysta zamykający pełniący ważne zadanie. Co chwilę ktoś głośno liczył uczestników wycieczki, bo liczba piętnaście osób musiała się zawsze zgadzać.

Właśnie na tej wycieczce Witek Kubik uruchomił pożyteczną akcję sprzątania szlaku. Chętni otrzymali rękawice ochronne, a duży worek śmieciowy niósł osobiście jak jakiś skarb sam  przewodnik. Nieforemne dwa duże śmieci plastikowe nieśliśmy osobno. Było to działanie pożyteczne połączone z przyjemnym, dzięki czemu kawałek beskidzkiego lasu od Trzebini Dolnej aż do Jastrzębicy mogło odetchnąć od plastiku i szkła butelkowego! My zaś też tym bardziej radośniej wędrowaliśmy dalej w górę, bo wiedzieliśmy, że za nami jest już czysty i posprzątany szlak. Na Jastrzębicę (758 m n.p.m.) dotarliśmy o godzinie 11.tej i właśnie tu był nasz upragniony dłuższy odpoczynek. W lasku, w cieniu na ławeczkach marzyła nam się przedpołudniowa kawa z dobrym ciasteczkiem i przy tym luz i pełny relaks. Eh! Marzenia, marzenia…

Tymczasem po odpoczynku trasa zmieniła kolor szlaku na żółty i tak doszliśmy do Sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Przyłękowie. Kto tu jeszcze nie był, niech wybierze się w te strony. Jest to urocze miejsce kultu maryjnego znajdujące się tuż przy turystycznym szlaku. Tutaj też odpoczęliśmy, a potem ruszyliśmy dalej, czyli w dół lasem, w którym zamykający grupę znalazł piękne trzy okazy prawdziwków. Wśród nich jeden był tak duży i dorodny, że aż zapachniało w lesie grzybobraniem. A przecież mamy dopiero początek czerwca, kiedy to mogliśmy zachwycać się polnymi łąkowymi kwiatami, wśród nich: białymi storczykami, polnymi dzwonkami i różowymi firletkami. Mogliśmy też  podziwiać liczne zioła rosnące wokół nas, o których tak ciekawie opowiadała nam koleżanka, znawczyni tego tematu. A tu naraz grzyby i to od razu jakie! Szczęściarz z tego grzybiarza i tyle!

W końcu doszliśmy do przystanku autobusowego w Świnnej. Tu „na dole” było duszno i bardzo gorąco, chcieliśmy więc jak najszybciej uciekać do chłodniejszego miejsca. Podmiejskim żywieckim autobusem, a potem busem i znowu innym busem wydostaliśmy się z tego przepięknego zakątka okolic Przyłękowa. Szukając odpowiedniego kolejnego przystanku nasza grupa rozerwała się na kawałki, gdyż niektórzy woleli ominąć bus jadący okrężną drogą ze stu zakrętami na wydłużonej trasie Trzebinia – Bielsko-Biała.

Hej dzielni turyści seniorzy! Do zobaczenia na następnej wycieczce!    

                                                                                                                  CS

Wycieczka na Baranią Górę w dniach 29-30 maja 2018 r.

Wyjazd pociągiem do Zwardonia dostarczył nam pewnych emocji związanych z godziną odjazdu albowiem po dłuższym remoncie linii kolejowej w tamtym kierunku uległa ona  zmianie i pociąg odjeżdżał kilkanaście minut wcześniej. Uczestnikom należą się podziękowania za czujność i sprawdzenie tego faktu.

Pogodę na starcie mieliśmy wyśmienitą choć z daleka pomrukiwały odgłosy burz. Za Sołowym Wierchem zaczął nam doskwierać głód kawowy i jak na zawołanie pojawiła się możliwość jego zaspokojenia w mijanym po drodze gospodarstwie agroturystycznym. Była to dla naszego przewodnika Witka niespodziewana okoliczność spotkania kolegi ze Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Katowicach. U Bogusia przeczekaliśmy więc pierwszą burzę. Dalej droga poprowadziła nas w kierunku Koniakowa gdzie zastała nas druga burza.  Tym razem schroniliśmy się  w barze „Koronka” racząc się miejscowymi potrawami. W dalszym ciągu byliśmy na szlaku niebieskim, który zawiódł nas na Koczy Zamek. Wprawdzie miejsce to nie ma nic wspólnego z zamkiem ale stanowi znakomity punkt widokowy na cztery grupy górskie – Beskid Żywiecki, Śląski a także Małą Fatrę a nawet  oddalone Tatry. Po burzy góry „dymiły” pióropuszami mgieł. Odcinek od przełęczy Koniakowskiej prowadził nas do schroniska na Przysłopie przez Tyniok, Gańczorkę, Karolówkę najpierw droga asfaltową , później zaś urokliwymi leśnymi ścieżkami. Do miejsca naszego noclegu dotarliśmy mocno opóźnieni.

Rankiem  po spożyciu tradycyjnej już jajecznicy na boczku wyszliśmy na szczyt Baraniej Góry, na którym mieliśmy okazję być w roku ubiegłym. Kierując się na wschód zeszliśmy do przysiółka Fajkówka, który jest częścią Kamesznicy.  Zostaliśmy tu gościnnie przyjęci przez gospodynię z agroturystyki. Ostatni odcinek wycieczki prowadził leśnymi duktami co w upalny dzień było dla nas dużą przyjemnością. Zanim dotarliśmy do Węgierskiej Górki koledzy pozbierali ze szlaku leżące gdzieniegdzie śmieci włączając się  przy okazji w akcję „Sprzątamy Beskidy z PTT”. Plon swojej pracy w postaci worka odpadów umieścili w koszu na śmieci przez Urzędem Gminy w Węgierskiej Górce.

Ostatnim naszym odpoczynkiem gastronomicznym był bar koło dworca, skąd pociągiem powróciliśmy do Bielska.

Pierwsza w tym sezonie turystycznym dwudniowa wycieczka dla seniorów została przyjęta przez uczestników z ogromnym entuzjazmem i prawie wszyscy zadeklarowali chęć uczestnictwa w kolejnej – na Babią Górę , która jest planowana na 19-20 czerwca br.

                                                                                                                      VQ