Wycieczka do Kęt w dniu 5 lutego 2019 r.

Większość uczestników wycieczki była w Kętach (oddalonych od Bielska zaledwie o 16 kilometrów) jedynie przejazdem. Tymczasem miasto jest ciekawe z wielu powodów. Posiada pięć kościołów i trzy klasztory podczas gdy liczba jego mieszkańców wynosi zaledwie 19 000. Z Kęt wywodzą się osoby, które wywarły ogromny wpływ na różne dziedziny życia nie tylko naszego kraju. Ich odkrycia naukowe i dorobek został doceniony także i poza granicami Polski. Dowiedzieliśmy się o tym podczas wycieczki po mieście, którą prowadziła pani dyrektor z miejscowego muzeum im. Aleksandra Kłosińskiego. Najbardziej znanym jest św. Jan Kanty – wybitny duszpasterz, pedagog i opiekun biednych żyjący na przełomie XIV i XV wieku. Pozostali to m.in. Antoni Hawełka – legendarny restaurator, Ambroży Grabowski – odkrył pochodzenie ołtarza w Kościele Mariackim w Krakowie, Henryk Dołkowski – wybitny samorządowiec a także hodowca nowych odmian ziemniaka, Eugeniusz Janota – ksiądz, obrońca praw zwierząt, współzałożyciel Towarzystwa Tatrzańskiego oraz August Freund – chemik. Nasza przewodniczka posiadała ogromną wiedzę historyczną i w bardzo przystępny sposób potrafiła przekazać nam interesujące fakty z życia miasta. Pierwszym ze zwiedzanych obiektów był klasztor Sióstr Klarysek gdzie od roku 1910 trwa wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu. Później udaliśmy się do kościoła i klasztoru Ojców Franciszkanów Reformatów. W specjalnej kaplicy, za szkłem mieliśmy okazję oglądać przepiękną Pietę z I-szej połowy XV wieku. Sam klasztor, położony nieco na uboczu odznacza się wspaniałą architekturą a na dodatek przylega do niego spory ogród. Ponieważ było dość chłodno w przerwie zwiedzania ogrzaliśmy się w kawiarni i miejscowej restauracji. Na zakończenie w swe gościnne progi przyjęło nas kęckie muzeum. Jest ono wprawdzie niewielkie ale bardzo ciekawie wyposażone. Zostaliśmy przyjęci z wielką serdecznością i mieliśmy okazję uporządkować sobie fakty, które przekazała nam pani przewodniczka.
Wprawdzie na samo zakończenie mieliśmy „przygodę” komunikacyjną, gdyż autobus do Bielska przejechał nam przed nosem mimo, że staliśmy na przystanku i musieliśmy zaczekać na następny ale fakt ten nie zepsuł nam znakomitych humorów.