Wycieczka na Raczę w dniach 25-26 września 2018 r.

  Seniorzy jak zwykle niezawodni. Wczesnym rankiem pojechaliśmy pociągiem do Żywca a później autobusem zastępczym do Zwardonia. Mimo nieszczególnej pogody dwanaście osób wyruszyło na szlak wiodący w kierunku Wielkiej Raczy. Po ok. trzech kwadransach dotarliśmy do schroniska pod Skalanką, gdzie dołączyła do na nas Irena. Miejsce to znane nam z ubiegłorocznego pobytu urzeka klimatem i gościnnością. Pan Stanisław uraczył nas ciekawymi opowieściami a jego małżonka zaparzyła wyborną kawę. Po dłuższym wypoczynku rozpoczęliśmy dalszą wędrówkę. Kilka minut od schroniska znajduje się chatka studencka na Skalance. I tutaj zostaliśmy zaproszeni do środka i oprowadzeni po obiekcie. Właśnie w chatce znajdowali się studenci z zagranicy, którzy uczestniczyli w programie Erasmus. Tym razem już zdecydowanie powędrowaliśmy w kierunku celu naszej wycieczki. Malowniczy szlak prowadził cały czas wzdłuż granicy ze Słowacją, niektórzy z nostalgią wspominali wyskakujących z krzaków wopistów no i te emocje jak ktoś przekroczył granicę chociażby metr od słupka.
                     Pogoda była przedziwna, deszcz, który padał kilka chwil, więc wszyscy sięgają do plecaków po peleryny, za chwilę już po deszczu, błyszczy oślepiające słońce, nad doliną Rycerki ukazuje się tęcza, nagle zaczyna sypać śnieg a przy końcowym podejściu do schroniska tajemnicze mgły. Wreszcie docieramy do schroniska pod Wielką Raczą. I tu zdziwienie – obiekt w remoncie. Ale czynny, na szczęście. Jak to zwykle bywa po przyjściu na nocleg nikt się nie spieszy z rozpakowywaniem, wielkie powodzenie ma piwo. W końcu jednak zainstalowaliśmy się w pokojach – czystych i wyposażonych w łazienki a potem spotkaliśmy w jadalni na miłym  wieczorze. To są urocze chwile. Jesteśmy już zgraną grupą i czas upływa nam bardzo ciekawie i wesoło. W naszym gronie powitaliśmy Leszka, który występuje w zespole „Lipowianie” . Wniósł on dodatkową energię do naszej paczki.
                   Ranek przyniósł nam piękną, słoneczną choć nieco mroźną pogodę. Jadzia pierwsza wymknęła się ze schroniska aby obserwować wschód słońca. Wokół morze mgieł, z których wystawały szczyty gór, ten widok dosłownie zapierał nam dech w piersiach. Powoli mgły zaczęły opadać a my wyruszyliśmy w kierunku Przełęczy Przegibek  idąc tzw. Workiem Raczańskim.  W końcu schronisko na Raczy stało się maleńkim punkcikiem a my dotarliśmy do kolejnego, bardzo klimatycznego, na Przegibku. Jego gospodyni, pani Ania oferowała nam naleśniki z dżemem borówkowym – przed chwilą smażone, jak zapewniała. Część uczestników wyskoczyła jeszcze na Będoszkę, znaną nam już z ubiegłego roku i nastał czas zejścia w dolinę. Podróż powrotną mieliśmy znakomitą, autobus / na wyłączność bo po drodze nikt nie dosiadł / dowiózł nas do Żywca gdzie w ostatniej chwili wskoczyliśmy do pociągu.
                     Przyszłe lata będą dla organizatorów niełatwe bo niewiele już zostało schronisk gdzie nie byliśmy, prosimy więc uczestników grupy turystycznej o sypnięcie pomysłami.