Wycieczka rowerowa w dniu 11 października 2018 r.

Był pogodny choć chłodny poranek. Tym razem wyjechaliśmy samochodami  do Pszczyny aby tam cieszyć się urokami naszej złotej jesieni. Na rynku dołączył do nas Jurek, który przyjechał pociągiem i Jadzia, która przybyła na rowerze z Czechowic. Już razem, w składzie sześciu osób przejechaliśmy przez park pałacowy w Pszczynie. Napawaliśmy się tą piękną chwilą bo park o tej porze roku jest naprawdę przepiękny.  Przecięliśmy ruchliwą ulicę Chopina  i wjechaliśmy w aleję dębową tzw. Reitweg. Byliśmy na tzw. Trakcie Książęcym, którym podróżowano z pałacu w Pszczynie do zameczku myśliwskiego w Promnicach. Udawano się głównie  na polowania w lasy kobiórskie  ale także na liczne przyjęcia w pałacyku położonym nad zbiornikiem wodnym Paprocany. Po obu stronach drogi rosną wiekowe okazy dębów z dosadzonymi w czasach II Rzeczpospolitej  jesionami i brzozami. Po chwili wjechaliśmy do miejscowości Piasek mając po prawej stronie ruchliwą linię kolejową wiodącą z Katowic do Zwardonia. W ten sposób dotarliśmy na skraj lasów pszczyńskich aby w Czarkowie skręcić   w leśną drogę wiodącą do Kobióra. Nasz pierwszy postój miał piękną scenerię – oświetlony promieniami jesiennego słońca złoty las.  Leśną drogą jechaliśmy kilka kilometrów aby, po minięciu miejscowości Kobiór znaleźć się w alei, która skierowała nas do zameczku myśliwskiego. Zaletą naszych wyjazdów jest to, że najczęściej oprócz nas na trasie nikogo nie spotykamy. Tak było i tym razem. Miejsce, które jest tak oblegane podczas weekendów teraz było opustoszałe. Dowiedzieliśmy się, że hotel Noma Residence  mieszczący się w zameczku od roku 1991 z końcem października przestaje istnieć a w jego miejsce powstanie oddział Muzeum Zamkowego w Pszczynie. Będą to jednak wnętrza nie tyle do zwiedzania ile do przeżywania, z licznymi wydarzeniami kulturalnymi i kulinarnymi. To bardzo dobra wiadomość dla turystów odwiedzających tej wyjątkowej urody zakątek.
Po sesji fotograficznej, którą niespodziewanie zrobił nam przypadkowy turysta ruszyliśmy w drogę wokół  zbiornika Paprocany. Byliśmy nad jeziorem, które zostało utworzone dla huty Paprockiej pod koniec XVIII wieku. W latach 1986-1992 w zbiorniku przeprowadzono bardzo znaczne prace rekultywacyjne polegające na osuszeniu jeziora, umocnieniu jego brzegów włókniną i ponownym napełnieniu wodą. W tej chwili jest to starannie zagospodarowany rejon cieszący się ogromną popularnością wśród mieszkańców Śląska. My zatrzymaliśmy się w kawiarni nad jeziorem i cieszyliśmy się ostatnimi promieniami słońca. W końcu nadszedł czas na drogę powrotną. Przecięliśmy / z najwyższą  ostrożnością / bardzo ruchliwą szosę katowicką i zagłębiliśmy się w lasy pszczyńskie spotykając kilkakrotnie odbywających ćwiczenia dzielnych żołnierzy. Droga była niezwykle piękna. W Studzienicach skręciliśmy w lewo i nagle zauważyliśmy informację o miejscu gdzie są hodowane lamy. Krótka decyzja i zmieniamy trasę. Faktycznie, był to sympatyczny bar w pobliżu którego pasło się kila uroczych lam z przychówkiem. Zjedliśmy tam to co pozostało z naszych zapasów i ruszyliśmy w kierunku Pszczyny. Rozstaliśmy się w parku pszczyńskim mając za sobą niezwykle udaną wycieczkę rowerową. Przejechaliśmy 40 km co dokumentuje mapka z GPS-a Małgosi.